poniedziałek, 23 czerwca 2014

7 m-cy...

Nowa strona 1

To już 7 m-cy jak Filipka nie ma z nami. Jak te czas gna do przodu i ucieka między palcami. Ciągle dźwięczy mi w uszach jego rozbrajający śmiech. Tak jakbym wczoraj go słyszała, przytulała... Czas nie leczy ran. Wręcz przeciwnie. Im dalej w las, tym ciemniej. Im więcej czasu upływa, tym silniejsza tęsknota. Życie toczy się dalej. Za parę dni koniec roku szkolnego. Emilka z Adasiem rozpoczną wakacje. Emi zakończy IV klasę świadectwem z czerwonym paskiem. Jestem z niej dumna. Jednak zawsze jest myśl, a gdzie w tym wszystkim Filipek? Miał teraz kończyć zerówkę aby od września pójść do szkoły. Bardzo chciał iść do szkoły. Jako pięciolatek się o to dopytywał.

Nie rozumiem tego świata. To wszystko miało być nie tak.

Jak idę na cmentarz, czytam nagrobki i widzę: zmarł mając lat 90, 80, 70. Zdarzają się i młodsi max 20 parę. Jest parę grobków niemowlaczków. I w tym wszystkim mój pięciolatek. Boże dlaczego???????!!!!!!!!!!!!!!!!

Muszę coś jeszcze napisać, co mnie męczy. Na początku jak rozpoznano chorobę u Filipka, wszyscy znajomi byli w szoku. Telefony, dopytywania się. Po jakimś czasie większość umilkła. Później jak zaczynało być bardzo źle również dużo ludzi się interesowało, doszli jeszcze ci obcy. Po mimo sytuacji, cieszyło mnie to zainteresowanie, bo czułam że los mojego dziecka nie jest im obojętny. Teraz cisza... I tak naprawdę człowiek został z tym sam. Ze starych znajomych nie wielu przeszło próbę. W ich miejsce pojawili się nowi i większość z nich jest ale masę ludzi którzy pisali do mnie, dzwonili, dopytywali się o Filipka po jego odejściu zwyczajnie zamilkła. Więc co, zakończyło się reality show?

Tydzień temu byliśmy na festynie z okazji Dnia Dziecka w naszym hospicjum. Było super. Dzieciaki zadowolone. Rodzice również. Spotkaliśmy się ze znajomymi. Impreza była udana. Mnie zresztą bardzo ciągnie do tego miejsca. Spędziliśmy tu troszkę czasu. Filipek tu odszedł.

piątek, 30 maja 2014

Maj...

Nowa strona 1

Ciężki czas za mną.

22 maja minęło pół roku jak odszedł mój Aniołek. Pół roku a jakby wczoraj. Nie sposób opisać tęsknoty, żalu, wyrzutów sumienia, bólu... Nie ma chwili abym nie myślała o moim królewiczu. Żyję z dnia na dzień, jak robot. Robię to co muszę i nie wychylam się na boki. Zdarzają się troszkę lepsze dni ale generalnie jest ciężko, cholernie ciężko. Powrót do pracy nic mi nie pomógł. Jeszcze najlepiej czuję się w domu z dziećmi. Przy Adasiu ciężko się nudzić ;-) Najgorsze oczywiście są wieczory.

Na święta postawiliśmy Filipkowi pomnik i również ciężko to zniosłam. Zamiast kupowania zabawek, ja stawiam dziecku pomnik i kupuję znicze. Dlaczego?!!!!!

Tak bardzo mi go brakuje. Tak bardzo tęsknię za jego śmiechem ale i marudzeniem, za jego ciepłem, kłótniami z Adasiem i Emilką, za jego przekomarzaniem się ze mną, ciepłem dotyku.

Wracając do 22 maja...

Tego dnia rano ubierając Adasia do przedszkola zorientowałam się, że nie mam dla niego czystych spodni dresowych. Otworzyłam szafkę Filipka, wyjęłam jego ulubione dresiaki, koszulkę i ubrałam w to Adasia. Wyszliśmy. Zawsze jak idziemy to trzyma mnie za rękę. Tego dnia wyjął mi z dłoni swoją rączkę i szedł szybkim krokiem przede mną, szedł jak... Filip.

Tego samego dnia po południu z jakiejś fundacji zadzwonił Pan i zaczął rozmowę od pytania czy jestem opiekunem Filipka bo chcą go objąć jakimś programem dofinansowania do leczenia i rehabilitacji... Uff... ciężkie to było.

A na zakończenie dnia poszłam do kina na film pt. "Niebo istnieje naprawdę" Wyszłam uryczana.

Jakże byłoby mi łatwiej jakbym miała 100% pewność, że coś tam jest po drugiej stronie, że moje dziecko jest szczęśliwe i czeka na mnie. Bo ze mnie troszkę taki "niewierny Tomasz". Niby wierzę, bo tak poprawdzie jedynie ta wiara trzyma mnie w jako takim pionie ale...

Najbardziej ciężko mi gdy próbuję myśleć o nim w czasie teraźniejszym, nie potrafię go namacać, poczuć, myśleć że gdzieś tam jest i patrzy na mnie, opiekuje się nami.

Nigdy nie sądziłam, że życie aż tak mnie doświadczy. Dla mnie nie ma gorszej rzeczy niż śmierć własnego dziecka.

Maj jest w ogóle dla mnie ciężkim miesiącem.

22 maja pół roku ale również 5-te urodziny Adasia. 24 maja, 3 lata temu zaczęło się nasze piekło. 26 maja Dzień Matki, dla mnie ciężki do przeżycia. 26 maja 3 lata temu, Filipek leżał na stole operacyjnym. Za chwilę Dzień Dziecka...

No i jedna z najważniejszych informacji, 2 maja byłam pożegnać Natalkę. Długo walczyła, była dzielna. Agnieszka próbowała wszystkiego by ją uratować i był moment że wszystko szło w dobrym kierunku. Robili rezonans który wyszedł o niebo lepiej niż ten w Czechach. Mieli robić kolejny i ponownie uderzyć na Czechy ale niestety, dziad okazał się silniejszy. Następny Aniołek w Niebie.

Tak bym chciała aby to wszystko było tylko złym snem. Chciałabym obudzić się rano i móc przytulić mojego kochanego synka.

 

środa, 23 kwietnia 2014

5 m-cy bez ciebie mój Tygrysku

Nowa strona 1

To już 5-ty miesiąc jak odszedł Filipek.

5 miesiąc jak nie mogę przytulić mojego królewicza.

5 miesiąc jak nie czuję jego ciepła...

Czas gna do przodu ale nie leczy ran.

Tęsknota z dnia na dzień co raz większa.

 

Rzadko piszę ale czytam wasze komentarze i naprawdę to dużo dla mnie znaczy że jesteście, że pamiętacie. Musiałam zmienić z powrotem kolor bloga bo ta czerń była dla mnie nie do zniesienia. Co nie znaczy, że skończyła się moja żałoba.

Chcę teraz odpowiedzieć na pewien komentarz z poprzedniego postu:

Tak naprawdę nikt, choćby nie wiem jak się starał nie jest w stanie zrozumieć rodzica po stracie dziecka. Nikt, kto nie przeżył tego sam. Znam to z autopsji. Tyle dzieci odeszło jak leczył się Filipek. Z niektórymi bardziej się zżyłam z innymi mniej ale każde odejście bardzo przeżywałam. I też myślałam, kurcze tyle czasu minęło, mogliby już (rodzice) wrócić do normalności, mają przecież jeszcze inne dzieci ... itp

Tak naprawdę dzieci można mieć nie wiadomo ile ale żadne z nich nie zastąpi tego jednego. Ja wiem, że mam Emilkę i Adasia. Mam męża. Kocham ich wszystkich bardzo ale nie zastąpią mi oni Filipka. Nie umiem się pozbierać. Są lepsze i gorsze dni. To taka sinusoida. Kiedy już myślę, że się pozbierałam i jakoś poukładałam sobie wszystko w głowie, nadchodzi dzień w którym rozpadam się na drobne kawałki. Nie sposób tego opisać.

Tak cholernie tęsknię za moim synkiem. Dla mnie był jedyny i niepowtarzalny.

I nigdy nie pogodzę się z jego stratą. Tak dzielnie walczył, był taki silny.

Wróciłam do pracy, jeździmy z mężem na terapię ale tak naprawdę to nie wiele pomaga. Ból jest i będzie. Mam tylko nadzieję, że kiedyś nauczę się z nim żyć.

Staram się jakoś funkcjonować w miarę normalnie, właśnie dla dzieci. Nie uciekam od niech. Nie płaczę 24/h.

Ale to wszystko nie jest takie proste. Sam powrót do normalnego życia jest ciężki. Przez 2,5 roku człowiek żył na walizkach od szpitala do szpitala, od morfologii do morfologii. Torba non-stop w pogotowiu. Zresztą do tej pory do końca jej nie rozpakowałam.

Z tym, z czym mam problem to ubranka po Filipku. Adaś jest w takim wieku, że mógłby niektóre odziedziczyć a ja po prostu nie potrafię. Filip ma nadal zapełnioną swoją część szafy i choć niektóre rzeczy Adaś nosi po Filipku, te które odziedziczył wcześniej, to tych ostatnich nie umiem mu założyć. Nie potrafię. Z tym nie umiem sobie dać rady. Czasem otwieram jego szafkę i dosłownie wącham wszystko. I wtedy jak nikt nie widzi, pozwalam sobie na płacz. W koszu na brudną bieliznę nadal leży niewyprana pościel w której leżał odchodząc. W lodówce, resztki leków. Na lodówce rozpiska leków. W łazience, szczoteczka do zębów. To są takie moje paranoje. Czy to źle? Może część z was mnie skrytykuje ale ja nie potrafię go wykreślić z życia. Ja mam nadal troje dzieci, z tym że jedno jest aniołem.

 

 

 

niedziela, 20 kwietnia 2014

życzenia

Nowa strona 1

Niech Zmartwychwstanie Pańskie, 
napełni nas spokojem i wiarą, 
da siłę w pokonywaniu trudności i 
napełni nas cierpliwością oraz 
pozwoli patrzeć w przyszłość z ufnością na lepsze jutro.

sobota, 22 marca 2014

To już 4 miesiąc

Nowa strona 1

Czas leci nieubłaganie. Czy jest coś lżej? Nie.

Wróciłam do pracy ale nie mogę powiedzieć, że z tego powodu jest mi lepiej. Nie ma chwili abym nie myślała o moim królewiczu. I wciąż te same pytania bez odpowiedzi. Nigdy się z tym nie pogodzę. NIGDY!!!!!!!!!!!!!!!

Ból i tęsknota rozrywa mnie od środka. I chyba z każdym dniem wciąż jest gorzej.

Ostatnio dostałam film kręcony w hospicjum który wkleiłam w poście poniżej. To było w dniu jak wracaliśmy z Cordisa do domu. Taki był wtedy szczęśliwy. Jeszcze w miarę dobrej formie choć już bardzo zmieniony.

Boże...

 

Dla Filipka

piątek, 21 lutego 2014

Smutek...

Nowa strona 1

Długo mnie niebyło ale nic na to nie poradzę, że boli mnie wchodzenie na bloga i pisanie tego co czuję.

Jutro miną 3 miesiące jak nie ma z nami naszego królewicza. Nic lżej a wręcz przeciwnie. Cały czas mam wrażenie, że spadam w dół, że jeszcze nie osiągnęłam apogeum swojego cierpienia. Tak bardzo tęsknię...

Ciągle brzmią mi w głowie te same pytania, dlaczego... dlaczego... dlaczego...

Próbuję poczuć obecność mojego tygryska ale nie czuję nic. Ani go nie czuję ani mi się nie śni. Raz mi się przyśnił ale tak króciutko.  W zasadzie sen dotyczył Adasia ale gdzieś tam z boku stał Filipek, podeszłam do niego i tak bardzo mocno go przytuliłam. Poczułam go ale Filipek nie odezwał się do mnie ani słowem.

To wszystko tak cholernie boli.

Nie ma chwili bym o nim nie myślała. Analizuję każdą chwilę.

W domu tak cicho... Adaś nie ma się z kim kłócić.

Wszystko jest tak jak było. W szafce jego ubrania, w łazience przybory toaletowe, w lodówce ponapoczynane leki, plasterki którymi go oklejałam.

Adaś zaczyna wchodzić w etap, że wrasta ze swoich rzeczy i większość ubrań po Filipku byłaby na niego dobra ale ja nie potrafię mu tego założyć. Chodzi w rzeczach co odziedziczył wcześniej ale teraz nie potrafię. Boli to jak cholera.

Bardzo, bardzo mi źle...

W środę byliśmy na pogrzebie Olafa, oddziałowego kolegi Fifka. Również guz mózgu. 9 lat... Boże, dlaczego? Nie masz już dość aniołków wokół siebie?

Dwoje dzieci pod hospicjum...

Natalce też się nie udało w tych Czechach. Dziewczyny nazbierały kasę i pojechały. Niestety guz tak strasznie urósł, że nie da rady nic zrobić. Wróciły do domu.

W Walentynki dowiedziałam się o Natalce. W Walentynki odszedł Olaf. W Walentynki był mój kolejny piątek bez Filipka.

Gdzie tu sprawiedliwość, logika? Nie ma.

Dziękuję wam za wszystkie głosy oddane na nasz blog. Nie udało się nam przejść do następnego etapu ale to nic.

Dziękuję za to, że jesteście...