wtorek, 22 listopada 2016

3 lata...

Nowa strona 1

22 listopada...

To już 3 lata jak nie ma z nami Filipka. Tzn. dokładnie o 5:28 będzie 3 lata. Pamiętam dokładnie ten dzień jakby to było wczoraj. O tej porze co piszę tego posta Filipek jeszcze walczył. Był taki dzielny. Był...

3 lata...

Kiedy to zleciało nie mam pojęcia. Wciąż nie jest mi lekko. Ogólnie myślę, że jakoś sobie radzę, Z naciskiem na "jakoś". Staram się z całego serca żyć normalnie bo mam dla kogo. Dzieci mnie potrzebują i to one są moim kołem napędowym. To dla nich codziennie wstaję z łóżka i staram się uśmiechnąć.

Filipek wciąż jest obecny w moim życiu, w moich codziennych myślach. Zdarzają się łzy i natłok wciąż tych samych pytań zaczynających się od "dlaczego...?" Wciąż nie potrafię zajrzeć do folderu ze zdjęciami. Po prostu na samą myśl rozlatuję się na milion kawałków. To jest tak jakby mi ktoś serce na żywca wyrywał. Kocham go całą sobą i tak cholernie tęsknię.

Mało się odzywam bo każde wejście na bloga boli ale zaglądam od czasu do czasu, czytam komentarze, wspominam czytając swoje posty kiedy żył i walczył. Poza tym jakoś utknął mi w pamięci komentarz pewnej osoby, że w sumie po co mam cokolwiek pisać, o Filipku nic nowego nikt się już nie dowie a jak chcę pisać o teraźniejszości to powinnam założyć nowego bloga. Zakłuło mnie to. Pewnie ta osoba nie miała złych intencji ale niesmak pozostał. No ale cóż, jestem tu i piszę. I tak pozostanie.

Czasami sobie myślę, że tak mi dobrze z tą tęsknotą. Cierpię bo wciąż myślę i rozpamiętuję a nie wyobrażam sobie aby nie myśleć o nim. Na dzień dzisiejszy nie potrafię inaczej. Trochę to zagmatwane ale nie umiem tak do końca ubrać w słowa tego co czuje. Bo jak ubrać w słowa tęsknotę, żal, miłość której nie można okazać? Kiedy się kogoś bezgranicznie kocha ale nie można się przytulić, poczuć zapachu, dotyku. I do tego te ciągłe poczucie winy, że za mało zrobiłam, że może jednak gdyby go wcześniej zdiagnozowano, to ten gad w głowie byłby mniej złośliwy i inaczej by się to wszystko potoczyło? Gdybym naciskała i nie dawała się spławiać to może w końcu ktoś by mnie wysłuchał. Tylko skąd do cholery mogłam wiedzieć? Teraz wiem, teraz się nie daję ale dla Filipka to już za późno.

3 lata...

Przez ten czas zdążyłam już być w szpitalu z Emilką, Adasiem. Emilka też przecież skarżyła się na notoryczne bóle głowy, brzucha. Momentalnie oświeciła mi się czerwona lampka. Potrafiono mi ją położyć na oddział w przeciągu paru tygodni. Dlaczego Filipka nie? 5 m-cy notorycznych porannych bóli głowy. Pech chce, że bez wymiotów. Po prostu pech. Pech, że miał młodszego brata czyli na pewno jest zazdrosny i wymusza uwagę. A może autyzm? Może jednak celiakia? Wszystko było na tapecie tylko nie ten cholerny guz. Dlaczego? Ponoć nic nie dzieje się bez przyczyny. Może choroba i odejście Filipka miało nas czegoś nauczyć? Tylko czego?

Adasia też diagnozowałam. Też udało się w miarę szybko położyć go do szpitala ze względu na tiki. Nadal tika. Mniej ale tika. najgorsze jednak wykluczyliśmy.

I tak to leci dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Zastanawiam się jakby dziś wyglądał Filipek. Pewnie byłby troszkę wyższy od Adasia, w końcu to rok różnicy ale raczej byłby szczuplejszy od niego. Chodziłby już do trzeciej klasy. Lubił pisać literki i cyferki. Nie znał ich ale sam od siebie dużo ich pisał. Zakładam, że dobrze by się uczył. Był taki bardzo dokładny we wszystkim co robił. Tak sobie czasem marzę... Tyle mi pozostało. Wspomnienia i myśli co by było gdyby żył...

Bardzo go kocham i tęsknię za nim.

20 komentarzy:

  1. Kochana Mamo Filipka........nie zmieniaj bloga , badz tu i pisz od czasu do czasu.Ucalowania dla pozostalej dwojki , niech sie zdrowo chowa.Anna

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaglądam tu co jakiś czas, od dawna, jesteś niesamowicie dzielna, jeśli tylko choć trochę Ci to pomaga zostań tu i pisz, o czym tylko chcesz, ale i tak zazwyczaj będzie coś o Filipku, on został z wszystkimi czytelnikami na zawsze, nie da się wymazać tego Małego Dzielnego Szkraba i to nasz obowiązek pamiętać o wszystkich Aniołkach, no kto nie jak rodzice mają o tym myśleć, pisać. Pozdrowienia dla Waszej Rodzinki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przytuleniec z zza oceanu... Nie wyobrazam sobie tesknoty. Moja babcia stracila trojke dzieci ( w wieku noworodek do 5 lat) w przeciagu 7 lat i o tym nie zapomina sie nawet 60 lat pozniej. Gdy wspominala swoje dzieci gdy sama bylam dzieckiem, zawsze mialam wrazenie ze bylu tutaj chwilke temu i tylko wyszly na minutke. Poczucie winy, i co by bylo "gdyby" jak i marzenia byly obecne caly czas.
    Pamietam kiedys moja ciocia (jedyne zyjace rodzenstwo) powiedziala mojej babci " zawsze mam takie wrazenie ze bardziej Ci zalezalo na tych dzieciach co umarly niz na tych co zyja".


    Tak szybko zlecialy te 3 lata od odejscia Filipka. Pamietam jak czytalam wpisy i ogladalam slodka i radosna buzie na zdjeciach gdy jeszcze walczyl.
    Ciesze sie ze nadal piszesz i nadal moge czytac choc temat nie jest radosny.

    Mocne pozdrowienia z Teksasu (mama 9 latka)

    OdpowiedzUsuń
  4. Każdy dzień życia przybliża Ciebie do spotkania z Filipkiem. Kiedyś to na pewno nastąpi. Tylko czas Was dzieli. Tylko ciało umiera, dusza jest nieśmiertelna. Musi ten świat mieć jakiś sens, choć śmierć jest okrutna i bezlitosna. Jesteś cudowną mamą, trzymaj się...

    OdpowiedzUsuń
  5. Mamo Filipka,często o Was myślę i nie wyobrażam sobie nie zaglądać tutaj ,choćby po to by wiedzieć czy u Was wszystko w porządku. Przesyłam moc uściskow.

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnieszko to jest Twój blog i Filipka. Dzięki temu, że tu piszesz częściej o Was pamiętamy. 3 lata temu straciłam Mamę i tak jak Ty co chwilę przychodzą myśli, że może gdybyśmy bardziej naciskali lekarzy albo próbowali leczenia za granicą to Mama by była z nami. Nigdy się tego nie dowiemy...

    OdpowiedzUsuń
  7. Sledziłam losy Filipka prawie od początku,łzy mi ciekły nie raz gdy czytałam to przez co przechodzicie,to nieowybrażalne,pamiętam wciąz o Filipku,często tu zaglądam.Pozdrawiam Was bardzo gorąco z Zielonej Góry...

    OdpowiedzUsuń
  8. ...Pamietam [']...
    byłam tutaj, tak bardzo kibicowałam, potem razem z Wami płakałam...pamietam i jestem....gdybym mogła w jakikolwiek sposób pomóc

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również pamiętam, zaglądam. Proszę pisać, gdy tylko ma Pani ochotę i potrzebę. My tu jesteśmy. Jesteśmy z Panią a Filipek choć obcy dla mnie, wciąż jest mi jakoś tak bliski i również o nim myślę. Sama jestem mamą dwójki dzieci. Przez te trzy lata dużo wydarzyło sie i w moim zyciu. Dwa lata temu zdiagnozowano raka jelita u mojego taty. Chemia, radio i operacja...Z powodu powikłan był 4 razy operowany w ciagu niespełna doby. Byłam przerażona, nie mogli zatamować krwotoku. Wyszedł z tego,ale niestety przetoki, krwiaki, przerzuty do płuc... Walczy, a my z nim. Rok temu zmarła mi także babcia, kilka miesiecy po diagnozie nowotwór... straszne to wszystko. A najstraszniejsze jest cierpienie tych najmniejszych. Mimo wiary w Boga nie ogarniam tego, czemu tak jest...Wierzę z całych sił jednak, że tam na górze, On jest bardzo szczęśliwy i wolny...Pozdrawiam Pani Agnieszko i mocno przytulam. Magda

    OdpowiedzUsuń
  10. Droga pani Agnieszko. Jestem tutaj od niedawna, ale przeczytałam całego bloga, którego Pani tu napisała. Ktoś opowiedział mi niedawno Pani historię, która mnie poruszyła, chciałam przeczytać dowiedzieć się więcej. ... czytałam jednym tchem? Wszędzie, w pracy, w domu, wieczorem kiedy dzieci kladlam juz spać. Do wątku kiedy Filip odchodzi i pożegnanie próbowałam podejść kilka razy bo nie potrafiłam jednym tchem sciskalo w gardle bardzo mocno...może dlatego że sama mam dzieci dwoje wspanialych synow. Kto może mówić o cierpieniu? Zrozumieć ból matki która traci swoje dziecko? Nie chce pocieszać, nie próbuje zrozumieć, nie powinnam prawic moralów jak ma Pani żyć. Ostatnio pewien profesor powiedział, że jest jedno uczucie emocja od której człowiek jest w stanie umrzeć, mimo że jest zupełnie zdrowy to żal. Tak więc żal jest tak silnym uczuciem które potrafi rozerwać nas na kawałki. Zycie jest kruche, każdego człowieka czeka radość, miłość. ...itd ale również czekają na nas rozpacz, żal smutek gniew i śmierć bliskiej osoby, nie mamy na to wpływu. To jak Pani będzie dalej żyć - to wszystko zależy od tego jaką przyjmę Pani postawę w życiu. Tak więc moze sie Pani obwiniać do końca życia i zastanawiać się nad tym co było źle albo nie tak... co mogło być lepiej... inaczej... lub co by było gdyby...odpowiedz jest jedna NIC!!! TO NIE BYŁA PANI WINA ANI NICZYJA !!!! los tak chciał i nie moglo być inaczej. Może trudno w to Pani uwierzyć, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko jest po coś. Śmierć Pani dziecka również była po coś... nie mi osądzać po co. Tak więc droga Pani Agnieszko może Pani również przyjąć postawę? że tak musiało być!!! Żyć dalej pełną sił i nie rozpaczac. Nikt nie każe zapominać ukochanego syna. Poprostu oddać całą energię w miłość do dzieci które są i bardzo Pani potrzebują. Nie ukryje Pani w swoich smutnych oczach żalu i rozpaczy nie oszuka Pani swoich dzieci które widzą mimo uśmiechu smutek. Dopóki nie wybaczy Pani sobie, nie poczuje Pani ulgi. Proszę spojrzeć w oczy syna i córki one również są smutne bo Pani jest zatroskana. Ja Żyje według pewnych wskazówek, wierzę w potęgę podświadomości. Polecam Pani przeczytać kilka razy książkę "Potęga podświadomości" trudno pewne rzeczy wyjaśnić bo wszystko jest w naszej głowie. Życzę Pani dużo uśmiechu odezwę się jeszcze... t.e.x.

    OdpowiedzUsuń
  11. Droga pani Agnieszko. Pamietam o Filipku , na zawsze bede miala w pamieci pani Synka. Pragne bardzo Pania przeprosic , poniewaz to moj komentarz sprawil pani przykrosc. Mnie jest takze przykro , bo rzeczywiscie nie zrozumiala pani moich intencji...Poza tym nie byl chyba napisany w taki bezduszny sposob w jaki pani go przedstawila. Jest z grudnia ubieglego roku. Zreszta pisalam wiele komentarzy , w ktorych bardzo pragnelam Pania wesprzec , pocieszyc , starac sie pomoc ,widocznie bardzo nieudolnie. Napisala Pani ( nawet w tym poscie ) , ze "kazde wejscie na bloga boli " - moze wtedy ktos zrozumie moje intencje. Nauczylam sie , ze czasem lepiej siedziec cicho , bo zamiast pomoc , mozna zaszkodzic.. Pozdrawiam , zycze sily i duzo zdrowia dla Pani i calej Rodziny. Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poniewaz nie napisala Pani ani slowa , mimo , ze naprawde szczerze Pania przeprosilam , to kopiuje moj wlasny komentarz , ktory pania zranil . Jeszcze raz przepraszam <3 Ja takze przechodze bardzo ciezkie chwile. Dowiedzialam sie 2 dni temu , ze moj ukochany Tata ma raka watroby. Nic nie mozna zrobic.Zupelnie nic ... Stracilam juz moja ukochana Mame. Kazdy z nas traci Bliskich i to jest straszne ! Lecz ja takze mam syna i nie wyobrazam sobie , gdybym Go stracila ! Rozumiem Pani Bol - Najwiekszy z Najwiekszych. Ale prosze nie osadzac ludzi pragnacych kiedys, czy teraz Pani pomoc. Nie jestesmy doskonali. Ja zegnam sie z Pania , o Filipku pamietac bede zawsze <3

      Taki komentarz zamiescilam w grudniu ubieglego roku ... Na pewno mozna go roznie tlumaczyc. Pisany byl z serca...

      " Droga Pani Agnieszko <3 Czytalam bloga i kibicowalam Filipkowi z calego serca <3 Tak bardzo Pani wspolczuje, ze brak slow ! Po prostu brak.. Wszystkie wydaja sie jalowe i puste... Czas plynie... Czy tego chcemy czy nie. I to jest na dobre i na zle , bo tak stworzony jest ten swiat... Wiadomo , ze Filipka nie ma juz z nami , co nie znaczy , ze jest zapomniany ! Przeciwnie <3 Ja jednak po stracie tego Wspanialego Chlopczyka nie mam motywacji aby wlasnie tutaj zagladac. Prosze mnie zle nie zrozumiec pani Agnieszko : po prostu nic nowego o pani Synku juz tutaj nie bedzie... A pamietam o Nim bardzo czesto. Czy nie pomyslala Pani nigdy o pisaniu wlasnego bloga ? Aby zaczac pisac o swoim zyciu " od dzis " ? O bagazu dorych i bolesnych spraw i o terazniejszosci ? Pozdrawiam bardzo serdecznie i zycze zdrowia i szczescia calej Rodzinie <3 Ewa."

      Usuń
    2. To ja pragnę Panią bardzo gorąco przeprosić. Po pierwsze dlatego, że nie odpisałam na Pani komentarz od razu. Prawda jest taka, że rzadko wchodzę na bloga. Czytam wszystkie komentarze na bieżąco ale w telefonie, po przez maila. Na bloga wchodzę, kiedy chcę coś napisać bądź mam w sobie na tyle siły aby cofnąć się wstecz. Ostatnio nie miałam. Końcówka roku jest dla mnie najczęściej bardzo ciężka. Zaczyna się od 1 listopada, potem 22 listopada, potem święta aż po 4 stycznia, urodziny Filipka. Szczerze, myślałam aby siąść aby coś napisać ale jakoś brakło mi siły.
      Wiem, że nie chciała mnie Pani urazić. Czasem w natłoku emocji mam problem aby ubrać zgrabnie w słowa to co chcę napisać. Generalnie chodziło mi o to, że zdaję sobie sprawę, że w kółko piszę o tym samym, że mi źle, że tęsknię i nie wszystkim to się może podobać. Na tamten moment ukuło mnie to ale ja sobie zdaję sprawę, że świat się nie zatrzymał z powodu odejścia Filipka. I nawet nie chodzi o to, że Pani to źle ujęła. Po prostu ja... Nie umiem tego ubrać w słowa.
      jeszcze raz przepraszam i dziękuję za to, że Pani jest.

      Usuń
    3. Kochana Pani Agnieszko <3 Zycze Pani i calej Pani Rodzinie ZDROWIA i SZCZESCIA w Nowym Roku 2017 i na kazde nastepne lata <3 Z calego serca dziekuje za Pani odpowiedz <3 Pozdrawiam i sciskam . Ewa.

      Usuń
  12. Aga tak dlugo jak Ty tu bedziesz tak dlugo i my bedziemy Cie wspieraly dobrym slowem, modlitwa, pamiecia o Filipku. Swiat i Nowego Roku wypelnionych pokojem i nadzieja Wam zycze. Przytulam! Nigdy nie zapomne Twojego Tygryska! Gosia zza Oceanu

    OdpowiedzUsuń
  13. ja także tu zaglądam. jestem z Panią odkąd się dowiedziałam że Filipek jest chory. Płakałam gdy Pani płakała. Uśmiechałam się gdy wiedziałam że jesteście szczęśliwi. Żegnałam go razem z Panią. Nie miałam odwagi nic Pani powiedzieć nad jego grobem.
    Jestem tu nadal.
    Jestem z wami.
    [*]

    OdpowiedzUsuń
  14. Pani Agnieszko, długo zbierałam się aby do Pani napisać. Wiem, że każde moje słowo, zdanie mogłoby być nie na miejscu. Cieszę się, że nie rezygnuje Pani z bloga. Pamięć o Filipku trwa. Ja niestety też straciłam dziecko. Chaos w głowie, ból nie do opisania. Prosiłam Boga o odpowiedź chociaż gdzieś tam w głębi serca sama sobie odpowiadałam - a czego Ty się kobieto spodziewasz? Wtedy zupełnie przypadkowo "trafiła" mi do ręki książka. Napisał ją Todd Burpo "Niebo istnieje naprawdę". Nie chcę zachowywać się tak jakbym miała reklamować czyjąś książkę, nie takie są moje intencje. Ta książka a raczej historia w niej opisana dala mi ogromną nadzieję. Ogromną. A potem przeczytałam kolejną "Cuda z nieba" Christy Beam, jakbym szukała potwierdzenia. I chyba wtedy poczułam jakby ulgę. Może moja wypowiedź jest trochę chaotyczna, może naiwna ale proszę wziąć pod uwagę że pisze to "tęskniaca mama".
    Z wyrazami szacunku.
    Magda.

    OdpowiedzUsuń
  15. Choć minęło już trochę czasu odkąd Ciebie nie ma co jakiś czas wracam tutaj. Wracam by zobaczyć co słychać u Twojej rodzinki. Wierzę że choć serce dalej boli nauczyli się żyć bez Ciebie przy boku(fizycznie), nadal jesteś i będziesz duchowo i tak z góry przy nich, czuwał, opiekował się. Do zobaczenia Aniolku.

    OdpowiedzUsuń