poniedziałek, 27 lutego 2012

Nadal jesteśmy w szpitalu

Z piątku na sobotę mieliśmy ciężką noc. Biegunki na zmianę z wymiotami, i tak od 3-ej do samego rana. Dopiero po 6-ej się uspokoiło. Nie wiadomo, co mu jest. Rota wirus wykluczyli. Ja myślę, że to po chemii.

Od tych trzech dni Filipek w ogóle nic nie chce jeść a co najgorsze pić. Myślałam, że dziś nastąpił przełom, bo sam zawołał abym mu zrobiła herbatę i coś do jedzenia. Herbaty wypił pół kubka a zjadł… hmm, ugryzł dwa razy chleba z szynką. Leci mu kroplówka za kroplówką, dostaje antybiotyk, pobierają mu krew 2X dziennie i czekamy. Również dziś, zauważyłam, że drżą mu rączki. Skłamałabym, że się nie wystraszyłam. Jak widzę takie rzeczy to w momencie zaświeca mi się czerwona lampka w głowie. Lekarka stwierdziła, że to może być z niedoboru minerałów. Dołożyli mu jeszcze jedną kroplówkę. Jutro go poobserwuje. Oby to tylko było to.

4 komentarze:

  1. Lepiej wam? Jak Filipek? Zgladam do Was codziennie i nieustannie trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oboje z mężem myślimy o Was... trzymajcie się, a Ty Filip nie daj się!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mocno trzymam za Filipka kciuki! Musi być dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  4. ja rowniez trzymam kciuki za Filipka

    OdpowiedzUsuń