środa, 5 października 2011

przepustka...

W poniedziałek rano planowo stawiliśmy się w szpitalu. Dostaliśmy miejsce na sali tzw "wyjazdowej", czyli dla tych dzieci które jeżdżą na naświetlania.
na drugi dzień pobudka o 6-ej rano. Karetka czekała na nas o 7:30. Pojechaliśmy po to aby dowiedzieć się, że Filipek nie będzie miał w tym dniu naświetlań bo... nie zrobiono pomiarów potrzebnych do naświetlań.
Nie mogli do mnie zadzwonić? Normalnie jakaś paranoja.
Wyszliśmy na przepustkę do domu. Mamy wyznaczony nowy termin na jutro tj. 6-ty październik.
Nie dość, że człowiek się stresuje to jaszcze takie poślizgi. W sumie jesteśmy już 4 tydzień bez żadnego leczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz